Ostatnio miałam okazję zapoznać się z historią Danuty – doświadczonej PRowczyni, która od 10 lat działa w branży, a od 8 lat prowadzi własną butikową agencję PR. Zainspirowała mnie jej historia, bo sama jestem na początku swojej drogi zawodowej i często zastanawiam się, jak to wszystko ogarnąć, żeby nie utonąć w zadaniach. Jej podejście do delegowania naprawdę daje do myślenia.
Danuta specjalizuje się głównie w „tradycyjnym” PR-rze – czyli budowaniu wizerunku swoich klientów w mediach, poprzez relacje z dziennikarzami, wywiady, publikacje eksperckie. Co ciekawe, mimo że czasy się zmieniły, nadal to działa, tylko trzeba wiedzieć jak. Z rozmowy wynika, że dużą częścią jej pracy jest właśnie szukanie atrakcyjnych tematów, które będą interesujące nie tylko dla klienta, ale i dla mediów. Danuta jest takim pomostem – łączy potrzeby klienta z tym, czego szukają dziennikarze.
To, co mnie zaskoczyło, to że te publikacje nie są „kupione”, tylko wypracowane organicznie. Żadnej nachalna reklamy, tylko wartościowe treści, które dziennikarze chcą publikować.
Jak wygląda współpraca z Danutą?
Jeśli ktoś chce z nią pracować, zazwyczaj zaczynają od strategii PR-owej. I to nie jest tak, że ona od razu rzuca się na pisanie artykułów – najpierw poznaje klienta, jego działalność, tematy, które mogą zainteresować media. Zwraca też uwagę na to, żeby edukować swoich klientów – nie każdy wie, jak działa świat mediów, a Danuta pomaga zrozumieć, że PR to nie tylko „wejście do telewizji”, ale cały proces budowania “widoczności”.
To, co mnie najbardziej zainteresowało, to sposób, w jaki Danuta deleguje zadania. Bo... nie zawsze było to dla niej łatwe. Na początku miała biuro stacjonarne, pracowników na etatach, ale z czasem przeszła na tryb zdalny. Dziś współpracuje z zespołem rozproszonym – copywriterami, osobami od obsługi klienta, social mediów itd.
Okazuje się, że budowanie zespołu zdalnego ma swoje wyzwania. Trzeba wszystko lepiej zaplanować, przewidywać, jasno komunikować zadania i mieć świadomość, że ktoś nie będzie dostępny "od ręki". A mimo to – dla niej to był strzał w dziesiątkę. Zyskała więcej spokoju i elastyczności.
Danuta podkreślała też, że delegowania trzeba się nauczyć. Trzeba wiedzieć, co można oddać, a co zostawić sobie. Ona zrobiła sobie listę wszystkich zadań i podzieliła je na te strategiczne i te, które może spokojnie zlecić. I to był przełom. Nagle się okazało, że nie musi robić wszystkiego sama.
Danuta korzysta z Asany – to jej główne narzędzie do zarządzania projektami. Działa w niej cały zespół, każdy wie, co ma robić. Dzięki temu wszystko jest uporządkowane, nawet jak coś się przesuwa (np. przez opóźnienia po stronie klienta), to i tak można łatwo wrócić do tematu.
Dla mnie ciekawe było też to, że Danuta nie korzysta z miliona narzędzi – Asana i Messenger wystarczają. W sumie to pokazuje, że wcale nie trzeba mieć super skomplikowanego systemu.
Największym sukcesem w delegowaniu dla Danuty był... spokój. Moment, kiedy zobaczyła, że coś się dzieje – a to nie ona musiała wykonywać zadania. To chyba najlepszy dowód na to, że warto budować zespół. A największa trudność? Na początku miała wrażenie, że szybciej będzie coś zrobić samemu niż tłumaczyć komuś innemu. Ale to tylko pułapka – jeśli dobrze wdrożysz osobę, to z czasem zyskujesz czas i głowę wolną od miliona drobnych spraw.
Danuta przeszła też dużą zmianę w podejściu do prowadzenia firmy. Kiedyś chciała budować dużą agencję z dyrektorami, zespołem, projektami... ale szybko zauważyła, że to ją wyczerpuje. Teraz prowadzi butikową agencję PR w wersji premium – ma wybranych klientów, z którymi chce pracować. Dodatkowo rozwija programy mentoringowe, gdzie uczy innych, jak samodzielnie dbać o widoczność w mediach.
I to podejście bardzo do mnie przemawia – żeby tworzyć biznes na własnych zasadach, nie kopiować schematów. Nie każdy musi mieć wielką firmę, czasem wystarczy dobra, kameralna współpraca, która daje satysfakcję.
Z historii Danuty wyniosłam kilka ważnych rzeczy:
1. Delegowanie to proces – trzeba wiedzieć, co i komu zlecić, a potem dać tej osobie przestrzeń, ale też konkretne wytyczne.
2. Nie da się robić wszystkiego samemu – nawet jeśli jesteś ekspertem, nie znaczy, że masz wszystko trzymać w swoich rękach.
3. Zespół to nie tylko pomoc, ale też spokój psychiczny – poczucie, że nie wszystko spoczywa na moich barkach.
4. Twój biznes może wyglądać tak, jak chcesz – nie musisz iść drogą "większa firma = lepsza firma", tylko tworzyć coś, co daje ci radość.
To była naprawdę wartościowa lekcja. I choć jestem jeszcze na początku, to wiem już, że delegowanie będzie czymś, co muszę się nauczyć robić mądrze.
Artykuł blogowy napisała kursanta Pracowni Wirtualnej Asysty:
Jeśli chcesz się ze mną skontaktować - napisz:
ewe.grupa@gmail.com
Opanujesz kluczowe umiejętności!
Od social media, przez montaż dłuższych i krótszych wideo, newslettery, e-booki, blogi i kursy online, aż po zadania administracyjne i sprzedażowe.
Praktyka zamiast teorii!
Każdy moduł to realne zadania/projekt, które wykonasz tak, jakbyś już pracowała z klientem.
To nie jest szkolenie, w którym możesz się "poślizgać" i mieć "papierek".
Kliknij w wybrany artykuł blogowy, aby do niego przejść.
OBM Elżbieta Nieradko NIP: 5213641211
ul. Żurawia 6/12, lok. 766, 00-503 Warszawa
e-mail: elzbieta@nieradko.pl | 881689833 rozmowa telefoniczna
@2010 - 2024 Copyright by Elżbieta Nieradko