Zmiana zawodu: wirtualna asystentka
07 stycznia 2023

Zmiana zawodu: wirtualna asystentka historia Kasi Gacek

Wirtualna kawa

Po warsztatach będziesz mogła z czystym sumieniem podjąć decyzję czy chcesz się rozwijać jako wirtualna asystentka, ale może się też okazać, że to droga zupełnie nie dla Ciebie.

Program edukacyjny

Zaczynasz działać jako wirtualna asystentka i chcesz mieć sprawdzone dokumenty, które zabezpieczą Twoją współpracę z klientami? Zobacz ofertę.

Pakiet umów

Zaczynasz działać jako wirtualna asystentka i chcesz mieć sprawdzone dokumenty, które zabezpieczą Twoją współpracę z klientami? Zobacz ofertę.

MENTORING INDYWIDUALNY

Spotkania na żywo w formule 1:1 sprawiają, że moje klientki sprawnie i skutecznie zostają aktywnie działającymi wirtualnymi asystentkami i mają płacących klientów.

Konsultacja 1:1

Zatrzymałaś się w miejscu i nie wiesz, co warto zrobić dalej? Umów się na konsultacje z mentorką wirtualnych asystentek.

Warsztaty: STEP1

Zaczynasz działać jako wirtualna asystentka i chcesz mieć sprawdzone dokumenty, które zabezpieczą Twoją współpracę z klientami? Zobacz ofertę.

Mam wiedzę i doświadczenie, aby pomóc Ci w skutecznym rozpoczęciu i skalowaniu działań w wirtualnej asyście. 

Jeśli chcesz zobaczyć opinie o współpracy ze mną - kliknij tu. 

 

Zobacz poniżej jak mogę Ci pomóc:

Brak perspektywy pracy w zawodzie i potrzeba elastyczności czasu pracy jako główny powód przekwalifikowania zawodowego

 

Ela Nieradko: 

Czy możesz nam powiedzieć, jak to się stało, że zdecydowałaś się na przekwalifikowanie zawodowe?

 

Kasia Gacek

Jestem mamą, mam dwójkę dzieci i z góry zakładałam, że będę z nimi w domu, dopóki nie skończą trzeciego roku życia. To była moja świadoma decyzja. Byłam na umowie o pracę i na urlopie wychowawczym. Przyszedł czas, kiedy syn skończył 3 lata i co dalej. 

Z zawodu jestem nauczycielka w przedszkolach, rytmiczką — muzykiem. Szukałam początkowo pracy lokalnie. Pochodzę z małego miasta, gdzie mamy niecałe 20 tys. mieszkańców, więc było kiepsko. Zarejestrowałam się jako osoba bezrobotna. Dostałam propozycje stażu, natomiast nic mnie nie zainteresowało i nie mogłam znaleźć pracy w zawodzie. 

Pod koniec 2018, w okolicy listopada i grudnia trafiłam na portalu „Mamo pracuj” na webinar na temat wirtualnej asysty. To była moja pierwsza styczność z wirtualną asystą. 

To było takie „wow”, „muszę być WA”. 

Przebranżowienie  wzięło się z potrzeby bycia w domu. Syn co prawda poszedł do przedszkola, jednak wiadome było, że dzieci często chorują. 

W tym czasie mój mąż pracował za granicą, więc nie było szans — musiałam mieć elastyczny czas pracy. To był główny powód szukania innej ścieżki niż etat i praca w zawodzie.

 

 

Skąd wziąć pieniądze na rozwój i naukę? Sprzedałam samochód, kupiłam kurs.

 

 

EN: Czy miałaś na początku jakieś obiekcje? Może pytania, może wyzwanie, może specyficzną wizję wirtualnej asysty?

 

KG: Wizji raczej nie miałam, dopiero co o tym usłyszałam. Zaczęłam szukać, czym się zajmują asystentki i zestawiać z tym, co już umiem. Okazało się, że ja nic nie umiem. Pojawiła się obiekcja, że sobie nie poradzę. 

Zaczęłam się uczyć Canvy. Stwierdziłam, że to nie jest takie trudne. Dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak WordPress. Tak krok po kroku szłam do przodu, zanim się zaangażowałam i ostatecznie zdecydowałam, że to jest to. 

Sam webinar reklamował kurs, który był dość drogi jak na moje możliwości. To była moja główna obiekcja — skąd wziąć trzy czy cztery tysiące, żeby zapłacić za kurs. A może sobie bez tego kursu poradzę? To były takie moje wątpliwości. W końcu się przekonałam do tego kursu. Stwierdziłam, że sprzedam samochód. Rzeczywiście tak było, że mieliśmy samochód, z którego nie korzystaliśmy. To była motywacja — sprzedam samochód, będę mieć pieniądze na kurs.

Bardzo się bałam, czy w ogóle znajdę klientów. Takie też było pierwsze wrażenie mojej rodziny, głównie moich rodziców, którzy pytali „Kto ci w tym internecie za to zapłaci?”. To była główna obiekcja, którą bardzo szybko zbiłam.

Dowiadywanie się, szukanie odpowiedzi na pytania osób takich jak ja, które dopiero wchodzą w ten zawód, jeszcze bardziej mnie wdrażały w to, co wirtualne asystentki tak naprawdę robią.

 

 

Zalety płatnych i bezpłatnych źródeł wiedzy, z których skorzystałam.

 

EN: Wspomniałaś o kursie. Czy możesz powiedzieć coś szerzej o wsparciu, z którego korzystałaś przy przekwalifikowaniu się? Myślę, że dla osób, które nas słuchają, istotne będą i te płatne, i te bezpłatne.

 

KG: Ja korzystałam z kursu Future Collars, prowadzonego przez Elę Wolińską, była główną  mentorką. Kurs trwał kilka miesięcy. Mieliśmy codzienny kontakt z mentorem, codzienne zadania, uczyliśmy się kolejnych narzędzi. Były to głównie wieczorowe spotkania, więc bardzo pomagało w organizacji czasu z dziećmi. Kiedy one kładły się spać, ja miałam godzinę czy dwie, żeby się czegoś nauczyć. To było płatne wsparcie, bardzo mi dużo dało i mocno wystartowałam. Było też przekonanie, że skoro się zdecydowałam i  zapłaciłam, to będę to robić.

Gdyby nie ta pierwsza decyzja, ciężko byłoby mi się wybić i zacząć jeszcze bardziej się rozwijać.

Natomiast z takich bezpłatnych miejsc, to ciężko mi powiedzieć. WordPress uczyłam się trochę z kursu, trochę z YouTube. Robiłam swoją stronę, jak coś mi nie wyszło, to szukałam rozwiązania. Materiały na YouTube to nieskończone źródło wiedzy po polsku i po angielsku. 

Choć muszę przyznać, że mój angielski jest tragiczny, to kursy z WordPress pokazywały, co klikają na ekranie, więc WP uczyłam się z darmowych materiałów. 

Miałam kurs SEO od Oli Gościniak, tu też kupiłam książkę. Bardzo fajne materiały, napisane dostępnym językiem. 

Korzystałam jeszcze z materiałów od Marty Idczak, były to kursy z Canva i od lead magnetu do sprzedaży. To są bardzo wartościowe materiały. 

Brałam udział w przeróżnych darmowych szkoleniach, na których później są płatne oferty. Raczej się nie kusiłam na nie. Miałam takie poczucie, że zainwestowałam w siebie i taka inwestycja musi się wrócić. Najpierw muszę zacząć zarabiać, by kupować kolejne kursy. Kiedy zaczęłam zarabiać, to się okazało, że nie mam już czasu na kursy.

 

 

Kiedy pierwsza współpraca? Może cię spotkać, szybciej niż myślisz.

 

EN: Pamiętasz, jak nawiązałaś pierwsze współprace?

 

KG: Pierwsza klientka napisała do mnie na Facebooku. Założyłam działalność 8 maja, a 7 maja ona napisała ogłoszenie na Facebooku na grupie dla wirtualnych asystentek. W sumie to był łut szczęścia, że ja byłam chyba drugą osobą, która skomentowała, ona od razu do mnie napisała i już 8.05 byłyśmy umówione na telefon.

Jak zatrzymałam się na parkingu w samochodzie, bo miałam iść do banku założyć działalność, to ona do mnie zadzwoniła. I ja będąc w tym samochodzie, gdzieś na kolanie pisałam, co ona właściwie ode mnie chce. Ten obrazek został ze mną do dzisiaj. Współpracowałyśmy ze sobą ponad rok. Było to głównie pisanie postów na Facebooku, na Instagramie, publikacja, robienie grafik, potem doszedł copywriting, pisanie tekstów specjalistycznych. Bardzo fajna wspominam tę współpracę.

 

 

Mniej znaczy więcej — wirtualna asystentka z rozbudowaną ofertą czy asystentka techniczna.

 

EN: A czy obecnie twoja oferta w jakiś sposób różni się o tego, co na początku robiłaś, coś dodałaś, coś usunęłaś?

 

KG: Bardzo się różni. Na początku brałam wszystko. Czyli kto czego gdzie potrzebował i udało mi się pozyskać klienta, to po prostu robiłam wszystko. 

Natomiast przy pierwszej współpracy doszłam do wniosku, że ja nienawidzę pisać. Zawsze copywriting był zadaniem, które zostawiałam na ostatnią chwilę, męczyłam się z tymi artykułami. Stwierdziłam, że ja się do tego nie nadaję. Więc to była pierwsza rzecz, która wyleciała z oferty. 

Potem wywaliłam concierge, bo wirtualne asystentki zajmują się przecież concierge. W zasadzie się tym nigdy nie zajmowałam. Nigdy nawet nie dostałam zapytania w tej dziedzinie. Więc stwierdziłam, że idę w inną stronę. 

W zasadzie, jak  zaczęła się pandemia, to byłam mocno skupiona na WordPressie i na sklepach internetowych. Chwilę wcześniej, w zasadzie w pandemii skończyłam studia podyplomowe z social mediów na AGH. Bardzo fajni ludzie. Nawiązałam nowe kontakty. Natomiast po tym stwierdziłam, że social media nie do końca są czymś, co ja do końca lubię. Tych klientów, których mam do tej pory i prowadzę im social media, robię to, bo mamy umowy i jesteśmy w to wdrożeni. 

Natomiast nowych klientów już nie przyjmuję na to, bo mnie to po prostu męczy. Więc social media gdzieś tam odpadają. 

Doszłam do wniosku, że będę taką typowo techniczną wirtualną asystentką, gdzie zajmuję się landingami, newsletterami, WordPressem, sklepami i koniec. To też pozwoliło mi na podniesienie ceny. Wiadomo, że inne stawki są za social media, copywriting a inne jednak za sprawy techniczne. Więc jak już padła ta decyzja, że zmieniam ofertę, to też od razu stawki poszły do góry.

 

Na początku stwórz swój własny kodeks pracy

 

EN: A czy możesz nam powiedzieć, jakie błędy popełniłaś?

 

KG: Myślę, że jeden błąd bardzo się za mną ciągnie, to jest brak asertywności i zgadzanie się na wszystko. Brak z góry określonego kodeksu pracy. To też było związanie z moim zachłyśnięciem się tą asystą. Jak już ktoś się znajdzie, kto mi zapłaci, to wszystko zrobię, będę taką dobrą ciocią, wszystkim pomogę. Natomiast ludzie są bardzo różni. Jedni to przyjęli z wdzięcznością, rzeczywiście super współprace z tego wyniknęły. Jedni znowu to po prostu wykorzystali. Pisali do mnie o 23, że coś muszą mieć na już na social mediach, albo ktoś pisał, że coś nie działa. Nagle zauważyłam, że ta praca wchodzi z butami w moje życie prywatne, czy to była szósta rano, czy północ. Tacy ludzie, niemający ustalonych zasad współpracy myślą, że ty pracujesz 24 godziny na dobę. Myślą, że to jest takie naturalne, że jesteś zawsze pod ręką.

Zaczęło mi to bardzo przeszkadzać. Jest potem bardzo ciężko, żeby się odkręcić z takiej relacji. Myślę, że dużo łatwiej jest ustalić te zasady na początku niż później domagać się, by nie dzwonić do mnie po tej szesnastej. Był mój największy błąd, który do dzisiaj się za mną ciągnie. A tę działalność mam już 2,5 roku. 

Więc tutaj polecam samej usiąść i się zastanowić. Klienci na początku współpracy piszą, w jakich godzinach pracujesz, kiedy mogą do ciebie zadzwonić, czy określić, że wolisz kontakt mailowo. Na początku ustalić te zasady z samą sobą, a potem tylko przekaż klientom. Ja tego nie miałam i do dzisiaj na tym cierpię. Niektórych takich starszych klientów jeszcze uczę, że po pewnej godzinie już nie odbieram telefonów.

 

 

Przełomowa pandemia, przełomowe wakacje i właściwy moment, by powiedzieć “wystarczy”

 

EN : To cenna lekcja, cenna informacja. Zastanawiam się, czy pamiętasz jakieś momenty przełomowe.

 

KG: Myślę, że przełomem była dla mnie pandemia, jeśli chodzi o rozwój firmy, to był pierwszy miesiąc, kiedy zarobiłam pięciocyfrową kwotę, i to był dla mnie szok, bo w życiu się nie spodziewałam, że można tyle zarabiać. Nauczyciel zarabia 2 - 3 tysiące. Pandemia to było olbrzymi skok zapotrzebowania na strony internetowe, na zapisy na wszelakie szkolenia, na webinary, wszystko w przeciągu 2- 3 tygodni zaczęło się dziać. Miałam taki czas, że nie było mnie cały dzień. Od rana do nocy non stop praca, non stop nowi klienci. To też był taki moment, kiedy ja poczułam, że to jest rzeczywiście moja praca i jest jej za dużo. Wcześniej byłam w stanie zrobić sobie plan z dnia na dzień, zaplanować sobie wolny dzień. Po marcu 2020 roku nie było szans w ogóle. Był to przełomowy moment dla rozwoju firmy. Natomiast wakacje tak mocno mi dały w kość, że myślałam, że więcej pracy już nie można mieć. Przystopowałam, jeśli chodzi o nowych klientów. Stwierdziłam, że nie przyjmuję nikogo. Nie będę wszystkim na świecie pomagać, bo po prostu się nie da. Czułam, że jestem przepracowana i wypalona. 

Więc to był taki drugi moment. Poprzednie wakacje jakoś sobie zorganizowałam, mieliśmy 2 - 3 tygodnie wolnego, normalnie urlop, wyjazd itd. W te wakacje to nie wyszło. Stwierdziłam, że praca tu nie może rządzić, że ja jednak ustalam plan. Trochę trzeba było siebie przystopować. Od tego czasu mam tych klientów, których mam. Jeśli ktoś gdzieś mnie poleca, to daję terminy. Jeśli komuś pasuje poczekać, to okey, ale staram się po prostu wycofywać, w sensie przystopować z pracą.

 

 

Zwątpienie w obraną drogę zawodową. Zaczynać jeszcze raz od nowa?

 

EN: To zdrowe podejście, takie bardzo świadome. Czy miałaś jakieś chwile zwątpienia?

 

KG: Myślę, że te wakacje takie były. Może to pora na ponowne przebranżowienie się, że może całkiem pozbędę się wszystkich klientów, że zacznę robić tylko strony internetowe. I znowu problem, czy ja znajdę klientów tylko na strony internetowe, to są jednak takie projekty pojedyncze, gdzieś tam obsługa się ciągnie. To już zupełnie inne wynagrodzenie. Stwierdziłam, że dopiero się przebranżowiłam, więc tak na razie zostaje.

 

 

Gdy chcą ci podciąć skrzydła — kilka wskazówek czym się kierować w rozwoju zawodowym.

 

 

EN: Na sam koniec powiedz jeszcze, czy jest coś, o co ja nie zapytałam, a co chciałabyś  powiedzieć osobom, które nas oglądają. 

 

KG: Myślę, że trzeba wierzyć w to, co  chce się robić. Trzeba sprawdzić, co potrafisz i do czego się nadajesz. Zrobić sobie taką głęboką analizę. Jeśli już jesteś zdecydowana, to nic cię nie rusza. Ani rodzina, która gdzieś ci ględzi, ani brak finansów, ani brak czasu, ani dzieci. Bo zawsze się znajdzie jakiś moment, jakaś godzina dla siebie, gdzie można się rozwijać, codziennie czegokolwiek się nauczyć. Zrobić ten mały krok. 

Bardzo ważna jest pewność siebie. Myśleć, że “ja robię swoje, ja wam pokażę i zobaczycie, że znajdę klienta”. 

Nie warto patrzeć na to, że ktoś ma stawkę mniejszą czy większą, że ktoś już jest dwa lata na rynku, a ja dopiero zaczynam. Kiedy ja zaczynałam, też były już wirtualne asystentki, które już były po parę lat na rynku. Jestem takiego zdania, że powinnyśmy wszystkie sobie pomagać, bo zawsze będzie dla nas praca. Internet idzie szalenie do przodu, żadnej z nas nie zabraknie pracy. 

Tylko trzeba się pokazać i poznać odpowiednich ludzi i robić swoje. Nie siedzieć w kąciku i płakać, tylko iść do przodu. 

Jestem bardzo zmotywowana, dlatego że nie dostałam dotacji na firmę. Byłam na bezrobotnym i starałam się o dotację. Złożyłam wszystkie wnioski. Wszystko super. Wniosek został odrzucony. Urzędnicy nie słyszeli o takim zawodzie i uznali, że to ryzykowna działalność. Kilka dni później założyłam działalność. Nieraz sobie myślę, że pójdę do tych pań w urzędzie i pokażę im moje przychody i powiem “a widzicie”. Wszystko da się zrobić, jest mnóstwo pracy, tylko trzeba znaleźć odpowiednich klientów.

 

 

Bądźmy w kontakcie z Kasią Gacek

Facebook https://www.facebook.com/WirtualnaAsystentkaKatarzynaGacek

Instagram  https://www.instagram.com/katarzynagacek_wa/

LinkedIn https://www.linkedin.com/in/katarzynagacek/

www https://katarzynagacek.pl/

 

 

 

 

Mam nadzieję, że znalazłaś w tym odcinku coś dla siebie.

Jeśli masz pytania — napisz do mnie na elzbieta@nieradko.pl

A jeżeli potrzebujesz bardziej namacalnego/realnego wsparcia w realizacji swoich planów — zapraszam Cię do zapoznania się z moją ofertą — KLIKNIJ TU

Katarzyna Gacek z wykształcenia jest pedagogiem, muzykiem i rytmiczką. W branży WA działa od czterech lat. Ukończyła studia podyplomowe Social Media & Content Marketing, gdzie poznała nowe trendy oraz obecne metody działania w zakresie Social Media.

W podcaście przedstawia historię swojego przekwalifikowania. Opowiada, w jaki sposób zaczynała swoją przygodę z pracą w onlajnach. Sprzedała nawet samochód, żeby opłacić kurs dla Wirtualnej Asystentki!

Chcesz być na bieżąco - zapisz się do newslettera

.

Zapraszam Cię do odsłuchania nagrania z konferencji dla freelancerów i wirtualnych asystentek. Kasia Gacek odpowiedziała na moje pytania o to, jak to się stało, że zdecydowała się na przekwalifikowanie zawodowe, na zmianę zawodu i skąd pomysł na wirtualną asystę.

 

 

OBM Elżbieta Nieradko 

ul. Żurawia 6/12, lok. 766, 00-503 Warszawa

NIP: 5213641211

e-mail: elzbieta@nieradko.pl

rozmowa telefoniczna

 

 

 

@2010 - 2023 Copyright by Elżbieta Nieradko.